Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Stopy skute

Treść

Marek Belka nie widzi zagrożenia deflacji (FOT. M. BORAWSKI)

Na pierwszym decyzyjnym posiedzeniu po ujawnieniu taśm z rozmową szefa banku centralnego z ministrem spraw wewnętrznych Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Mimo deflacji.

Stopa referencyjna NBP nadal ma wynosić 2,50 proc. – ustaliła RPP. Decyzja Rady zapadła pomimo pojawienia się w polskiej gospodarce deflacji, czyli spadku cen. Na razie to niebezpieczne zjawisko nasila się w ujęciu miesięcznym, ale są zapowiedzi, że w miesiącach letnich dojdzie do deflacji w ujęciu rocznym.

– Ryzyko deflacji jest bardzo duże. Wszystko wskazuje, że może się ona przedłużyć poza wakacje – ostrzegł w poniedziałek minister finansów Mateusz Szczurek. Według GUS, ceny artykułów konsumpcyjnych i usług wzrosły w maju tylko o 0,2 proc. rok do roku i spadły o 0,1 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem. Był to już kolejny miesięczny spadek cen, a prognozy mówią o pogłębieniu się tego zjawiska w miesiącach letnich.

Dlaczego RPP mimo spadku inflacji grubo poniżej celu NBP (tj. 2,5 proc.) nie zareagowała w sposób logiczny – obniżką stóp? Zwłaszcza że na tle innych krajów w Polsce są one bardzo wysokie. Według byłego wiceministra finansów dr. Cezarego Mecha, mógł zadziałać efekt psychologiczny afery taśmowej.

– Skoro z rozmowy Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką wynikało, że prezes NBP zadeklarował pomoc rządowi Tuska w utrzymaniu płynności finansowej w okresie przedwyborczym, to RPP – żeby uniknąć podejrzeń o wspieranie Tuska – zadziałała dokładnie odwrotnie – ocenia finansista. –Niestety, decyzja Rady o nieobniżeniu stóp uderzy nie tylko w rząd, ale przede wszystkim w polską gospodarkę – alarmuje.

– Decyzje, które podwyższyłyby inflację, należało podjąć wcześniej – zwraca uwagę główny ekonomista Deutsche Banku Arkadiusz Krześniak. Skoro Rada tego nie zrobiła, to teraz nie pozostaje jej nic innego, jak przyjrzeć się projekcji przyszłej inflacji i próbować przewidzieć, w jakim tempie inflacja będzie odbijać w kolejnych kwartałach. Obniżenie przez RPP projekcji inflacji i wzrostu gospodarczego na tym posiedzeniu będzie stanowić zapowiedź obniżenia stóp na kolejnym spotkaniu (wrześniowym).

Radość spekulantów

Członkowie RPP tłumaczyli przed posiedzeniem, że za nieobniżaniem stóp mimo inflacji bliskiej zera przemawia utrzymywanie się wzrostu gospodarczego. Według członka RPP Andrzeja Bratkowskiego, sygnałem do cięcia stóp byłoby spowolnienie dynamiki wzrostu PKB poniżej 3 procent. Prezes NBP Marek Belka, przewodniczący Rady, stwierdził, że deflacji nie ma i stopy najprawdopodobniej zostaną utrzymane na obecnym poziomie aż do końca trzeciego kwartału, choć od września będzie trzeba liczyć się z ewentualną podwyżką.

– Jeśli złoty się nie osłabia (a NBP posiada możliwość wpływania na kurs przez interwencje walutowe), to utrzymywanie wysokich realnych stóp procentowych w stosunku do stóp w strefie euro sprzyja spekulacji polską walutą – zwraca uwagę dr Mech. Inwestorzy zaciągają tanie kredyty w euro, wymieniają na złote i lokują u nas na wysoki procent, po czym zgarniają zyski, zamieniają na euro po niezmienionym kursie (lub korzystniejszym w razie aprecjacji złotego) i transferują z Polski za granicę.

– Wcześniej tłumaczono Polakom, że wysokie stopy NBP są spowodowane tym, że jesteśmy krajem nadganiającym czołówkę i w związku z tym mamy wyższą inflację. Teraz ten argument nie działa, bo jest deflacja, to znaleziono inne tłumaczenie dla wysokich stóp – że nasz wzrost gospodarczy jest dość wysoki. Otóż po pierwsze, wzrost na poziomie 3proc. wcale nie jest wysoki, a po drugie – jeśliby nawet był wysoki, to dlaczego mielibyśmy ten wzrost hamować? Oby był jak najwyższy – komentuje Cezary Mech.

Było to ostatnie przed wakacjami posiedzenie decyzyjne Rady Polityki Pieniężnej. Zbierze się ona ponownie w sprawie stóp procentowych 2-3 września.

Deflacja to zjawisko bardzo niebezpieczne, gdyż oznacza, że w gospodarce brakuje pieniędzy, spada popyt i producenci nie mogą zbyć towarów, więc obniżają ceny i ograniczają produkcję. To oczywiście powoduje straty po stronie producentów, które starają się niwelować, zwalniając pracowników i tnąc ich wynagrodzenia. Proces zapoczątkowany deflacją następnie sam się nakręca, wciągając gospodarkę w spiralę kolejnych spadków – popytu, cen i wzrostu. Na koniec gospodarka wpada w recesję, czyli zaczyna się kurczyć, zamiast rozwijać.

Jeśli ceny spadają, a stopy procentowe NBP pozostają na tym samym poziomie, to oznacza, że w ujęciu realnym stopy rosną. To radykalnie pogarsza sytuację kredytobiorców, których dochody spadają, a realne koszty kredytów rosną. A to grozi niewypłacalnością. Deflacja odbija się też niekorzystnie na budżecie w postaci spadku wpływów podatkowych przy jednoczesnym wzroście potrzeb wydatkowych związanych z pomocą społeczną i zasiłkami dla bezrobotnych. Efektem jest wzrost deficytu i długu publicznego oraz wzrost poziomu zadłużenia finansów publicznych w relacji do PKB.

Małgorzata Goss
Nasz Dziennik, 3 lipca 2014

Autor: mj